WYDAWCA. Portal Rynku Wydawniczego
  Twój koszyk WYDAWCA. Portal Rynku Wydawniczego
  szukaj
 Edytorstwo 
 Konkursy 
 Księgarstwo 
 PTWK 
 Szkolenia 
 Technika 
 Prawo 
 Rynek Wydawniczy 
 Targi 
 Linki 
Aktualności
       rynek wydawniczy
19-01-2018
STUDIUM PTWK: KURS REDAGOWANIA TEKSTÓW MATEMATYCZNO-PRZYRODNICZYCH
19-01-2018
STUDIUM PTWK: KURS REDAGOWANIA TEKSTÓW TŁUMACZONYCH
19-01-2018
STUDIUM PTWK: KURS DLA REDAKTORA PROWADZĄCEGO
19-01-2018
STUDIUM PTWK: KURS DTP / PREPRESS
19-01-2018
STUDIUM PTWK: POPRAWNOŚĆ JĘZYKOWA DLA TŁUMACZY
19-01-2018
STUDIUM PTWK: KURS REDAKCJI MERYTORYCZNEJ
19-01-2018
STUDIUM PTWK: KURS KULTURY JĘZYKA POLSKIEGO DLA ZAAWANSOWANYCH
12-01-2018
MUZEUM DRUKARSTWA ZAPRASZA
07-01-2018
NOWY DODATEK EKONOMICZNY „RZECZPOSPOLITEJ"
05-01-2018
BIB w WARSZAWIE
04-01-2018
WROCŁAWSKI DOM LITERATURY ZAPRASZA (5-11.01.2018)
03-01-2018
WYSTAWA LAUREATÓW KONKURSU FOTOGRAFII PRASOWEJ BZ WBK PRESS FOTO 2017

Aktualności
       poligrafia
03-01-2018
NOWY SZEF SPRZEDAŻY MASZYN WĄSKOWSTĘGOWYCH W HEIDELBERG POLSKA
18-12-2017
DRUKARZE ŚWIĘTUJĄ WSPÓLNIE Z WYDAWCAMI
18-12-2017
W SAMSONIE POLIGARFOWIE RAZEM
18-12-2017
KONFERENCJA ART OF COLOR 2017 W OBIEKTYWIE KAMERY
04-12-2017
CYFROWE DNI OTWARTE HEIDELBERG POLSKA
22-11-2017
KOMPAP Z ZYSKIEM PO III KWARTALE 2017
20-11-2017
ODSŁONIĘCIE TABLIC PAMIĄTKOWYCH PROF.PROF. F. PIĄTKOWSKIEGO i A. MAKOWSKIEGO
06-11-2017
XVI RANKING POLSKICH DRUKARŃ DZIEŁOWYCH ROZSTRZYGNIĘTY
24-10-2017
NOWY RAPORT SMITHERS PIRA
23-10-2017
SEMINARIUM „COLOR MANAGEMENT w TEORII i PRAKTYCE"
20-09-2017
„ZAPROJEKTUJ SWOJE AUTO” – HEIDELBERG PARTNEREM TECHNOLOGICZNYM DLA PRZEMYSŁU MOTORYZACYJNEGO
20-09-2017
KOMPAP ZWIĘKSZYŁ ZYSK W I PÓŁROCZU 2017
Karta pozycji – fragmenty
DROGA UŁANA. Wspomnienia oficera 1. Pułku Ułanów Polskich

FRAGMENT

NOC ZWERZEŃ


Spałem mocno, gdy pośrodku nocy obudził mnie ordynans, przekazując polecenie, abym natychmiast udał się do sztabu pułku.
– Co się stało? – rzuciłem w półśnie.
Ten, jakby obawiając się, że ktoś może go usłyszeć, ochryple wyszeptał:
– Cesarz abdykował – i pomilczawszy, jakby próbując przyzwyczaić się do tej myśli, skończył: – to koniec wojny.
Nieszczęsny ordynans uważał, że to cesarz rozpętał wojnę; cesarz, który swoją władzą zmuszał ludzi do cierpienia i śmierci. A ponieważ abdykował, to jednoznacznie oznaczało koniec wojny.
Oszołomiony wiadomością, szybko ubrałem się i pośpieszyłem do sztabu. Tam już zebrało się z piętnastu oficerów. Wszyscy rozmawiali przyciszonymi głosami, prawie szeptem.
Pułkownik zebrał nas w byłej sali lekcyjnej. Siedliśmy w ławkach, a pułkownik zajął miejsce za stołem nauczyciela, który stał na niewielkim podeście.
(...)
Pokój stopniowo zapełniał się oficerami. (...)
– Siadajcie, panowie – powiedział pułkownik, widząc, że wszyscy już się zebrali.
Oficerowie rozsiedli się w małych, niewygodnych dla nich, przeznaczonych przecież dla dziesięcioletnich dzieci, ławkach szkolnych.
(...)
– Proszę panów o uwagę!
(...) Pułkownik wziął do ręki leżący na stole telegram; widzieliśmy jak drży mu ręka. W pokoju znów zapanowała cisza.
W końcu pułkownik opanował się.
– Uwaga, panowie! – powtórzył. – Otrzymałem ze sztabu telegram, który dotyczy jego wysokości. Proszę powstać!
Teraz słuchaliśmy na stojąco, w kompletnej ciszy. Pułkownik odczytał telegram o abdykacji cesarza Mikołaja II.
To było smutne wyznanie honorowego człowieka, który nie mógł wytrzymać złożonego na jego barki ciężaru „bożego wybrańcy”, próbującego ratować swojego jedynego syna przed tym ciężarem.
Pułkownik powoli odczytywał dokument, jakby starając się, aby każde słowo zapisało się w naszych głowach. Skończywszy czytać, stary pułkownik postawił kropkę na swojej karierze i życiu. Rozumiał, że nie zostaje mu nic innego, jak czekać na koniec. Nieoczekiwanie
poczuł spokój. Przeżegnawszy się, spokojnym już tonem powiedział:
– Siadajcie, panowie. Możecie zapalić.
Usiedliśmy, wyciągnęliśmy papierosy. I nagle, w dzwoniącej od napięcia ciszy, rozległ się wyraźny głos.
– Tchórz!
Wszyscy poznali ten głos i w zdumieniu spojrzeli na hrabiego G. Ten, jak zawsze, w dumnej samotności stał pod ścianą. Hrabia mógł wszystko wybaczyć monarsze, oprócz tego, że ten nie chce już być cesarzem. Całe jego życie, wszystkie myśli podporządkowane były utrzymaniu tradycji, arystokracji, monarchii.
Hrabia G. był żywym przykładem człowieka zaznaczonego „łaską bożą”. Hrabia doskonale znał swój rodowód. Byli tam biskupi, senatorzy i nawet znani pisarze. Gardził tymi, którzy cofali się, którzy nie chcieli iść za swym przeznaczeniem.
Car, który abdykował, przestał dla niego istnieć. I powiedział, co o tym myśli. Tchórz!
Patrząc na hrabiego, pomyślałem: „cholernie dobry aktor” (...)
Teraz, naruszywszy ciszę, hrabia G. oczekiwał od nas jakiejś reakcji.
Wszyscy milczeli.
– Panie pułkowniku, panowie oficerowie – nie doczekawszy się odpowiedzi, strzelił obcasami i pożegnał się.
Następnego dnia zniknął w tajemniczy sposób. Nikt nie wie, jak on to zrobił, ale udało mu się przejść przez całą zbuntowaną Rosję i dotrzeć do Warszawy.
(...)
Po wyjściu hrabiego G. oficerowie jeden za drugim zaczęli podchodzić do pułkownika, zadając mu pytania, albo rzucając propozycje.
(...)
Tej nocy Sułtan, mimo że opowiadał się za absolutyzmem, niemniej zachowywał pogodny uśmiech. Milczał, aż jeden z oficerów zauważył, że abdykacja cara zwalnia oficerów z przysięgi.
– Przysięgałem cesarzowi bez względu jaki on będzie. Przysięgałem cesarzowi… I tej przysięgi nie złamię – powiedział spokojnie Sułtan, wstawszy z miejsca.
W tym momencie podniósł się niebywały rwetes.
To, co się stało przekraczało granicę rozumienia oficerów. To nie byli ludzie głupi (...) Teraz jednak zderzyli się z problemem nie do rozwiązania.
Jedni uważali, że cesarz nie miał prawa zrzekać się tronu. Przecież tak samo jak oni składał przysięgę; nie mają zamiaru dawać wiary różnym tam wiadomościom, poczekają na rozkaz od samego cesarza. Przecież telegram o abdykacji podpisał Rząd Tymczasowy.
Ci oficerowie byli urodzonymi białymi. Dla nich była to kwestia zasad. Złożyli przysięgę i nie mogli jej złamać. Ta grupa oficerów zebrała się wokół rotmistrza Sułtana.
(...)
Dla nas rewolucja zaczęła się od wystąpienia rotmistrza Basa. Wysoki, nieco przygarbiony, rotmistrz Bas miał silny dowódczy głos. Wystarczyło, że zaczął mówić, a jakbyśmy się ocknęli. Wszystkie głowy zwróciły się w jego stronę.
– Panowie, zrozumcie w końcu, w czym rzecz… Tu nie chodzi o Rząd Tymczasowy… o cara… o Dumę…
Jego wzburzony głos zmusił nas do zapomnienia o sporach. Drugi raz w ciągu tej nocy zapadła kompletna cisza. Przez dziesięć minut rotmistrz Bas trzymał w napięciu całą salę.
Rotmistrz miał zdrową cerę. Jasne włosy. Sino-stalowy kolor oczu jak George Washington. Z ust nie wyjmował papierosa i był dość milczący.
Bas pewnie po raz pierwszy zaczął mówić bez zaproszenia. To świadczyło o tym, że dzieje się z nim coś niezwykłego. Stał tyłem do tej jedynej lampy z niedorzecznym różowym abażurem i nie mogliśmy dojrzeć jego twarzy. Widać było tylko ciemną sylwetkę
z aureolą wokół głowy. Swoje przemówienie podkreślał krótkimi, ostrymi gestami.
– Panowie, to oznacza wyzwolenie stu pięćdziesięciu milionów ludzi. To oznacza nowe porządki i nowe wolności. To oznacza, że każdy człowiek może teraz udowodnić, do czego jest zdolny.
Nikt nie rozumiał o czym on mówi. Nikt, wydawało się, nie dziwił się jego słowom i dopiero później zrozumieliśmy, jakie zrobiły na nas wrażenie.
Od atmosfery niepewności, jaka panowała po odczytaniu telegramu, nie zostało śladu. Jak po jakiejś uspokajającej melodii powolnego walca usłyszeliśmy szalone rytmy jazzu. Rotmistrz Bas jako pierwszy zmusił mnie do poczucia rytmu rewolucji.
Zaniemówiwszy ze zdziwienia, wsłuchiwaliśmy się w nieznane wcześniej słowa: „burżuje”, „niewolnicy kapitalizmu”, „zdrajcy narodu”.
W słowach rotmistrza nie czuć było nienawiści. On nikogo nie oskarżał. W cesarzu, który zrzekł się tronu, nie widział wroga. Mówił wyłącznie o przyszłości. Nikt z nas nie miał pojęcia, jakim cudem ten człowiek domyślił się, że telegram był prawdziwy, że monarchia upadła raz i na zawsze.
(...)
Wystąpienie Basa ciągnęło się jakieś dziesięć minut, wkrótce jednak zaczęły rozlegać się niezadowolone okrzyki. (...)
– Zdrajca!
– Pod sąd go!
– Powiesić!
Potężne uderzenia w drzwi od strony ulicy przerwały krzyki. Nagle otworzyły się z hukiem i stanęła w nich jakaś postać. W pierwszy chwili nie zrozumieliśmy kto tam stoi. W zapadłej ciszy wszystkie głowy zwróciły się w stronę, skąd dobiegł spokojny głos:
– Dzień dobry, obywatele!
Po raz trzeci w ciągu tej zwariowanej nocy nastała grobowa cisza.
Na progu stał żołnierz z 114. rosyjskiego pułku piechoty. Uważany był za zakałę armii. Wiecznie brudny, tępy, nikt na niego szczególnie nie zwracał uwagi.
Jak jakiś gospodarz stał teraz w progu wbrew wszelkiemu regulaminowi.
Czapka zsunięta na ucho, rozpięty kołnierz bluzy, płaszcz przerzucony przez ramię. Przy pasie dwa brauningi. Z jakiegoś powodu miał na sobie spodnie z wypuszczonymi nogawkami, prawo do noszenia jakich mieli tylko oficerowie. To było ludzkie zero! Gnida parszywa!
W szoku patrzyliśmy, jak przeszedł przez salę do pułkownika. Mówił tak, jakby od dłuższego czasu uczył się swej roli. Był jednak złym aktorem, musiał więc włożyć masę wysiłku, aby zająć publiczność. Bezskutecznie próbował mówić z arystokratycznym niedbalstwem.
– Obywatelu pułkowniku, reprezentuję miejscowy Komitet Żołnierzy i Robotników. Przyjmuję na siebie funkcje przedstawiciela żołnierzy w naszym garnizonie.
W dłoni trzymał telegram, podpisany przez lewych socjalistów. Ten pułkownika był od Rządu Tymczasowego. Na razie rząd próbował iść drogą prawa, natomiast lewi socjaliści działali własnymi metodami.
Natychmiast rozkazali swym przedstawicielom organizować Komitety Żołnierskie, Robotnicze i Chłopskie.
W ten oto sposób szeregowy Szuk sam siebie postawił obok pułkownika na czele słynnego pułku. Nie przypadkiem więc był w spodniach oficerskich: najwyraźniej na poważnie zabierał się za działanie. Pułkownik w żaden sposób nie zareagował na słowa szeregowca, tu jednak swoje wtrącił Chmiel:
– Ty sukinsynie! Trzydzieści dni o chlebie i wodzie!
– Panie kornecie – wtrącił się pułkownik – tu są osoby, które mają wyższe stopnie.
Chmiel zasalutował, jednocześnie nerwowo rozglądając się za czymś, czym mógłby uderzać, gromić, zabijać, podczas gdy Szuk, trzymając w rękach pistolety, z ironicznym uśmieszkiem obserwował jego działania. Następnie, obróciwszy się plecami do Chmiela, powiedział pułkownikowi:
– Myślę, że lepiej będzie zwolnić obywateli oficerów. Zbyt nerwowo reagują na koniec swej władzy. Musimy wspólnie, obywatelu pułkowniku, omówić sporo spraw. Na godzinę jedenastą komisarz wyznaczył wiec w garnizonie. Chcę przygotować się do niego i gotów jestem wysłuchać waszych uwag pod tym względem. Od tej chwili będziemy działać wspólnie.
Wyglądaliśmy tak samo absurdalnie jak człowiek, który próbuje zachować godność w chwili, gdy spod jego nóg wyciągają dywan.
Nie wiem czym by to się zakończyło, ale tu wtrącił się rotmistrz Bas.
– Spędziliśmy tu całą noc i mamy dość – spokojnie zaczął mówić, zwracając się do Szuka. – Jeśli już wiec wyznaczony jest na jedenastą, proponuję zrobić przerwę. Przemyślimy to wszystko na spokojnie i spotkamy się za dwie godziny.
Odwrócił się, i zachowując spokój, opuścił salę. Szuk, jak jakiś mały piesek, który usłyszał głos gospodarza, pokornie potruchtał w ślad za nim. Ledwie zniknęli, gdy w kącie sali wybuchł głośny histeryczny śmiech.
Śmiał się rotmistrz Łan. Czerwony, z szeroko otwartymi ustami, bił się rękami po biodrach, zanosząc się histerycznym śmiechem. Bałem się, że pęknie, on jednak zebrał się w sobie i zaczął mówić:
– Panowie oficerowie! Jego wysokość szeregowy Szuk rozwiązał problem z waszą przysięgą. Nie wiedzieliście, co robić, a on to w jednej chwili rozwiązał. To on rozwiązał…

POWRÓT

Portal www.wydawca.com.pl., miesięcznik ,,Wydawca"; Księgarnia Branżowa [ więcej ›› ]

Konkursy | Organizacje | PTWK | Poligrafia | Prawo | Promocje | Szkolenia | Targi | Linki | Książki | Antykwariat | Czasopismo